Kpt. pilot Władysław Polesiński  
     

Człowiek mocny Bogiem

 

Urodził się w 1906 roku w Żelechowie, syn Jana Polesińskiego i Pauliny Dębińskiej
 
Zdjęcie wykonane w 1932 roku Książka wydana w czerwcu 2006 r

KRÓTKA HISTORIA POWSTANIA "APELU JASNOGÓRSKIEGO"

U źródeł Apelu Jasnogórskiego znajdujemy postać kapitana pilota Władysława Polesińskiego, człowieka pełnego wiary i wewnętrznej prawości żołnierza, zatroskanego o moralny kształt Polski, założyciela Rycerskiego Zakonu Krzyża i Miecza. Urodził się 8 września 1906 roku w Żelechowie nad Wilgą w powiecie garwolińskim. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Korpusu Kadetów Nr 2 w Modlinie. Następnie zostaje przeniesiony do Oficerskiej Szkoły Lotniczej. Kończy ją w 1927 roku ze stopniem sierżanta podchorążego. Po ukończeniu szkoły zakłada rodzinę.Żeni się z p. Janiną Truchlińską, z którą w 1937 roku ma syna Władysława.Służy w 2 Pułku Lotniczym w Krakowie, pełniąc różne funkcje wojskowe.W tym samym czasie studiuje prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wymaga to heroicznego wysiłku. Jego siłą jest żywa wiara nie w słowach i deklaracjach,ale w czynach i w życiu Ta wiara, niespotykana w życiu świeckiego człowieka, a tym bardziej oficera była przedmiotem wielu zarzutów i podejrzeń. Pełniąc służbę wojskową w Krakowie w 1931 roku miał wypadek. Wracał z lotu ćwiczebnego na lotnisko. Nagle silnik przestał pracować. Swoje przeżycia opisał póóniej w wierszu:

STAŁO SIĘ TO O GODZINIE DZIEWIĄTEJ WIECZOREM

Noc czarna. Ziemia gdzieś pode mną 1500metrów,  zgubiła się w mroku...

Gdy wtem motor, me serce, bić przestaje ..."Lądować!" - ciemno, szukam,

gdzież ta ziemia ... Wtem - łomot, huk, coś się wżera w krzyże,

Bucha płomień ... Szamocę się, ratunku, na próżno:

Kadłub przygniata cię-żarem do ziemi ...

"O Jezu!" Krzyk ten wydarł się jak oszalały ...

I wnet wyraźnie wewnątrz mnie rozkazy:

"Puść klamry pasów! Pchnij tamte dźwigary! Uciekaj!"...

Spełniam ślepo, co ten głos mi każe,

i - jestem wolny. Już mnie nic nie praży.

Usiadłem nad swym niedoszłym śmiertelnym zwęgliskiem

i z twarzy ocierałem krew, co się lała żywa.

Nie śmiałem spojrzeć.

Czułem, że ktoś się z tych płomieni zbliża.

Schyliłem kornie głowę, bo szedł do mnie

On, Wielki, Miłujący Pan z Krzyża,

Jezus, Bóg! Do mnie, człowieka ...

 

Wypadek Władysława Polesińskiego tak wspomina jego syn Władysław:

Mama opowiadała mi o wypadku lotniczym mojego Ojca. Przedstawiła mi ten wypadek jako najważniejszy moment w ich życiu. Mama uratowanie się Ojca od śmierci określała jako cud. Kiedy Ojciec po tym wypadku dotarł do domu i opowiedział Mamie, jak uniknął śmierci - Mama na słowa Ojca odpowiedziała: "Żyjesz, bo przecież się bardzo o Ciebie modliłam, żebyś wrócił cały i zdrów". A stało się to o dziewiątej wieczorem. Odtąd godzina dziewiąta wieczorem była dla Ojca, a potem również dla całego Zakonu Krzyża i Miecza - godziną, w której każdy żołnierz Zakonu w modlitwie łączył się z Chrystusem". Kpt. Polesiński codziennie o godzinie 21 zdawał Chrystusowi meldunek z tego, czego dokonał w minionym dniu, i prosił o światło, czego ma z pomocą Mocy Bożej dokonać jutro. Takie są źródła Apelu Jasnogórskiego. Teraz już nie tylko Rycerski Zakon Krzyża i Miecza, ale cały Naród za przyczyną Kardynała Stefana Wyszyńskiego, staje do raportu przed Chrystusem razem z Maryją Królową Narodu Polskiego.

"Bo przedziwnie - pisał Polesiński - dotąd splatały się dzieje Narodu polskiego i polskiego oręża z imieniem Maryi. Z Jej imieniem, z pieśnią "Bogurodzica" na ustach ruszało w bój polskie rycerstwo. Jej oblicze z Obrazu Częstochowskiego zdobiło zwycięskie sztandary. Jej ryngraf błyszczał na piersi praojców, widomy symbol ich ideałów ... Jej opiece oddawano Rzeczpospolitą w chwilach - zdawało się - beznadziejnych, gdy już znikąd ratunku nie było widać. Ją to Jan Kazimierz z wdzięczności za ocalenie Ojczyzny obwołał po wieki Królową Korony Polskiej. A ileż wojen i bitew zwycię-skich, w których krwawił się miecz polski w obronie Krzyża, zawdzięczamy wstawiennictwu! Jesteśmy przecież uczniami i bojownikami Chrystusa. On to sam na chwilę przed śmiercią - z Krzyża swego rzuca jedynemu uczniowi, który wytrwał z Nim do koń-ca, te słowa, wskazawszy na Maryję: "Oto Matka twoja". My te słowa podejmujemy, wstępując tym samym na wypróbowaną w Kościele Walczącym drogę, jaka prowadzi przez Maryję do Jej Syna. Uczymy się zatem darzyć Maryję czymś więcej niż tradycyjnym sentymentem, zacnym może, ale nie zawsze głębokim ... Uczymy się widzieć w Niej prawdziwą Hetmankę. Tę, która "starła głowę węża" - naszego odwiecznego wroga. Uczymy się szukać w Niej tej siły, którą znajdowało rycerstwo polskie pod Grunwaldem, Obertynem i Wiedniem, widzieć tę siłę, która przodkom naszym dawała szaleń-czą brawurę i rozmach, która do skrzydeł husarskich przykuła tradycję zwycięstwa. Uczymy się, na przykładzie Jej życia, takich cnót prawdziwie męskich, jak opieranie się całym swym jestestwem o Boga, bohaterskiej, całopalnej ofiarności, dochowania wierności aż do końca. Z synowskim tedy oddaniem - często, szczerze a z ufnością - prośmy Ją, Królową Korony Polskiej, Patronkę Polskiej Młodzieży Akademickiej i Patronkę naszego Zakonu, o światło dla oczu, o moc dla ramion naszych, moc na to, byśmy zbudowali Polskę Chrystusową, w której panowanie Maryi stanie się w każdej dziedzinie rzeczywistością ... Prośmy gorąco, a Ona nam niczego nie odmówi, jako Matka prawdziwa, bo "od wieków nie słyszano, by kogo, kto do Niej się ucieka, puściła"... Przez Nią więc do Syna - z Nim zaś po zwycięstwo!

Ks. prałat Zdzisław J. Peszkowski